PrzygodaZycia.pl
Login:
Hasło:
pamiętaj mnie
Nie masz konta? Zarejestruj się!
Przypomnienie hasła »
W powietrzu:
Pierwszy lot helikopterem nad wielka dziura

Moja przygoda miala miejsce latem 2008 roku. Mialam okazje podziwiac uroki Grand Cnayon z lotu ptaka. W sumie moja przygode moge bez problemu nazwac “2in1”, poniewaz byl to moj pierwszy lot helikopterem i pierwsza wycieczka do Wielkiego Kanionu. A wszystko zaczelo sie tak…Po 8 godzinach jazdy samochodem (wyjazd z Los Angeles) dotarlismy do Parku Narodowego Wielkiego Kanionu. Park ten polozony jest w polnocnej czesci stanu Arizona w USA. Calkowita powierzchnia parku wynosi 4 926,66 km². Swoim terenem obejmuje Wielki Kanion Kolorado - przelom rzeki Kolorado, uwazany za jeden z naturalnych cudow swiata. Przyjechalismy na czas zachodu slonca, czyli pierwsze chwile w tym niezwyklym miejscu wydaly sie jeszcze bardziej niezwykle :)  Po kilku godzinach podziwiania widokow i robieniu tysiecy zdjec udalismy sie do hotelu. Na drugi dzien o godzinie 8 rano, udalismy sie na lotnisko, polozone 10 min od hotelu. Tam po wykupieniu biletow i wazeniu, zasiedlismy w helikopterze (tak tak wazeniu!! Kazdy pasazer musi byc zwazony i w helikopterze zajmuje wyznaczone mu miejsce, ja akurat bylam przy oknie. W sumie tam jest tak malo miejsca, ze kazdy moze powiedziec, ze siedzial przy oknie :). Kazdy dostal sluchawki na uszy i po krotkim powitaniu przez pilota wzlecielismy w gore. Duzo halasu, malo miejsca, niby nic przyjemnego, ale to jest naprawde niesamowite wrazenie i przezycie. Nie ukrywam, ze na poczatku czuje sie starch, ale w momencie kiedy w oknie pojawiaja sie przepiekne widoki, czlowiek szybko o strachu zapomina. A widoki naprawde zapieraja dech w piersiach! To jest naprawde niesamowite jakie natura potrafi zdzialac cuda. Niby tylko wielka dziura, ale jaka dziura!! Piekne skaly obfitujace w skamienialosci, od pierwotnych glonow do drzew, od morskich muszli po szczatki dinozaurow. Czas powstawania Kanionu szacuje sie na okolo 10 milionow lat!! A wszystko to za sprawa rzeki Kolordo, ktora zlobila Kanion w miare jak plaskowyz Kolorado sie podnosil. Powtarzam : Niesamowite!! Juz nie pamietam jak dlugo latalismy nad Kanionem, ale jak dla mnie zdecydowanie za krotko! Do dzisiaj wspominam ten piekny poranek w Arizonie…

Na wodzie:
Spływ kajakowy

Wszyscy słyszeliśmy o spływach na rzece Krutynii, a ja chcę wam opowiedzieć o mało znanej trasie na rzece Omulew. Spływ kajakowy rozpoczęliśmy od przyjazdu do Brodowych Łąk, gdzie następnie zostawiliśmy autka i wpakowaliśmy się do busa, który zawozi nas razem z kajakami do Krukowa. Pierwsze chwilę spędzamy wraz z koleżanką na opanowaniu techniki wiosłowania. Niestety nie jestem zbyt dobra kajakarka, więc co chwila lądujemy w trzcinach. Rzeka jest wąska, czasami widać też widac dno. Nie ma tez dużego prądu, za to rzeka jest bardzo kręta, więc trzeba się nawioslowac na tych zakrętach. Po ok 2 godzinach podziwiania pięknych widoków zatrzymujemy się przy moście na małe co nieco:). Poziom wody jest niski ,więc pojawiła się maleńka plaza. Wdrapujemy się na gorę i na moście jemy nasz obiadek. Po posiłku i obowiązkowej sesji zdjęciowej ruszamy dalej. Pogoda jest piękna, a my żałujemy z koleżanka, ze nie mamy silnego męskiego ramienia, co by za nas wiosłowało, a my byśmy się opalały w tym czasie. Dopływamy do ostatniego mostu, za którym znajduje się przystan i tu konczymy naszą przygodę.

Pod wodą:
Wyjazd nurkowy Dahab 2009

Tak jak obiecałam piszę relację z Naszej przygody nurkowej w Dahabie2009.

Dzień środowy zaczęliśmy o godzinie 6:00.Na lotnisku trzeba było być dwie godziny przed odlotem samolotu,czyli o godzinie 7:00.Lot mieliśmy mieć o godzinie 9-tej z groszem.Lotnisko wypchnęło Nas wcześniej bo wiedzieli na co się zanosi. W Poznaniu były straszne wichury i zamknęli lotnisko,a w Warszawie śnieżyca.Mieliśmy po prostu totalnego fuksa :)Do Dahabu lecieliśmy około czterech godzin,mieliśmy wesoło,bo lecieliśmy z ludźmi z Naszego klubu NAUTICA.Wylądowaliśmy na miejscu w Sharm er sheik o godzinie 13-tej z minutami.Trzeba było wykupić wizę egipską za 15$ i udać się do busów z Naszymi bagażami.Jechaliśmy 100km do Dahabu w 14 osób w dwa samochody około 1h,bo kierowcy się ścigali :)Po dotarciu na miejsce do Naszego hotelu o nazwie YASMINA*** rozpakowaliśmy się i przygotowaliśmy się na wieczór na jedzenie czyli obiado-kolację.Po całym męczącym dniu udaliśmy sie spać.

Na drugi dzień śniadanko i czas udać się do Naszej bazy nurkowej "PLANET DIVERS",gdzie musieli Nas przetestować i podzielić na grupy czyli bardziej zaawansowaną i mniej zaawansowaną.Po pierwszym nurku grupa mniej zaawansowana została w bazie,a bardziej zaawansowani pojechali w bardzo ciekawe miejsce o nazwie "ISLANDS"(WYSPY),gdzie spotkaliśmy pełno kolorowych rybek,2 ogończe (czyli małe płaszczki) i piękną dużą płaszczkę o nazwie "ORLEŃ" płynącą majestatycznie w toni oraz stado małych barrakud.Po powrocie do hotelu wypłukać sprzęt nurkowy od soli i czas przygotować się na obiado-kolację,na którą udaliśmy się do restauracji "ALIBABA".Po wszystkim mała impreza i czas spać po dniu pełnym wrażeń.

Dzień trzeci zaczął się jak zwykle bardzo słonecznie,rozpoczęty śniadaniem kontynentalnym i oczekiwaniem na przybycie Naszych samochodów,które dostarczą Nas na miejsca nurkowe o nazwie "CAVES"(GROTY),gdzie spotkaliśmy mnóstwo kolorowych rybek,ślimaków i muren.Po pierwszym nurkowaniu odpoczynek przed następnym zejściem pod wodę.Na następne miejsce zawieźli Nas na "MURENA GARDEN" czyli "OGRÓD MUREN",spotkaliśmy tam parę białych muren i ślimaków.Nasz wspaniały kolega Michał wykonał nurkowanie głębokie na 111m.Po nurkowaniu Nasze szybkie jeepy odstawiły Nas do hotelu,znowu płukanie sprzętu i przygotowanie się do posiłku,a zjedliśmy go w restauracji o nazwie "CHILL OUT",potem jak zwykle powrót do hotelu i udanie się na zasłużony odpoczynek.

Dzień czwarty jak zwykle gorący i słoneczny 35 stopni Celsjusza,śniadanko i znowu oczekiwanie na Nasze samochody,gdzie udaliśmy się w ciekawe miejsce o nazwie "GRAND CANION"czyli "WIELKI KANION" zrobiliśmy tam 30 m głębokości,Nasi koledzy robili ciekawe ćwiczenia na 30m zdejmowali płetwy i skakali jak na trampolinie i robili ćwiczenia,na działanie "Narkozy Azotowej" na ich organizm,zwiedzaliśmy ciekawą grotę.Po wyjściu z wody czas na odpoczynek przed następnym nurkiem i coś przekąsić.Na następne nurkowanie podwieźli Nas kawałek dalej,ale zrobili tak,że jak zanurkowaliśmy to zakończyliśmy nurkowanie,tam gdzie zaczynaliśmy pierwsze.:)Po nurku do jeepów i do hotelu wypłukać sprzęt i przygotować się do obiado-kolacji.Na wieczorny posiłek jedliśmy jak zwykle owoce morza,bo to jest najzdrowsze jedzenie i nie szkodzi czyli grillowane kalmary,ośmiornice,krewetki i ryby świeże itd.Wieczorkiem udaliśmy się na sziszę i po wszystkim jakaś mała imprezka w hotelu i obserwacja gwiazd i spać.

Dzień piąty dla niektórych zaczął się fatalnie :)bo zaatakowała "Zemsta F..." i nie ruszali się z hotelu.Większość udała się w bardzo fajne miejsce na "BLUE HOLE" jest tam tzw.mekka nurków,większość nurków głębokich traci tam swoje życie i na ich cześć wieszają tabliczki na skale z ich nazwiskami.Można w tym miejscu wykonać bardzo ciekawe nurkowania,oczywiście przestrzegając swoich uprawnień. Bo większość ludzi nie przestrzega i straciła w tym miejscu swoje drogocenne życie.W tym miejscu Nasz kolega Michał wykonał nurkowanie do 150 m głębokości.Po powrocie do hotelu to co zwykle codzienny rytuał :) i do restauracji na jedzonko.Małe dziewczynki za 5$ sprzedawały różne świecidełka,są strasznie cwane :)Wiedzą jak podejść człowieka.

Dzień szósty jak zwykle wspaniale się zaczął,mieliśmy wspaniałego kierowcę "AFIFI-AFIFI",był szybki jak wiatr :)zawiózł Nas w bardzo ciekawe miejsce o nazwie "GOLDEN BLOCKS" gdzie jak zwykle były kolorowe rybki i mureny oraz bardzo ciekawe ściany.Po wyjściu z wody znowu odpoczynek i oczekiwanie na następne nurkowania.Następne i ostatnie nurkowanie wykonaliśmy w fajnym miejscu o nazwie "UM EL SID".Widzieliśmy mnóstwo małych rybek,małą skrzydlicę i małego Nemo.Po wyjściu udaliśmy się do hotelu przygotować do kolacji.Nasi znajomi mieli ostatnie nurkowanie nocne w bazie "PLANET DIVERS" i oczekiwaliśmy na ich powrót.Potem razem udaliśmy się na posiłek.I tak zakończył się cały dzień nurkowy.

Wtorek dzień ostatni,odpoczynek cały dzień od nurkowań i wysycenie się z całego azotu.Baraszkowanie w hotelowym basenie i zabawy z piłką w wodzie.Cały dzień oczekiwaliśmy na czas kiedy Nas zabiorą busy na lotnisko.Wieczorkiem jedzenie i jakieś zakupy upominkowe i o 23:30 busy po Nas podjechały,aby Nas odstawić 100km do Sharm er sheik na samolot.Jechaliśmy nocą o 3:30 w środę mieliśmy lot do Poznania 4 h i o 8:00 dotarliśmy do Poznania.

Na tym kończę Naszą przygodę w Dahabie i życzę miłej lektury.A zdjęcia będą w najbliższym czasie.

Pozdrawiam.

Na ziemi:
Boliwia - Dżungla Amazońska - Park Madidi

 

Oto jedna z kilku przygód naszego trampingu po Peru i Boliwii - przygoda w dżungli amazońskiej.

 

Wcześnie rano  wylot z La Paz (Boliwia) do Rurrenbaque - serca boliwijskiego Narodowego Parku Madidi – uważanego przez National Geographic za najbogatszy biologicznie chroniony obszar na świecie.

 

Lot 20-osobowym samolotem nad ośnieżonymi szczytami Andów niemalże od razu przywołał mi na myśl film „Alive – dramat w Andach”, gdzie grupa boliwijskich sportowców leci z La Paz nad dokładnie tymi samymi górami i ich samolot rozbija się właśnie w tym miejscu…     

                                                                                

Przez okno mogliśmy obserwować najwyższy szczyt w tej części Andów – Huayna Potosi  (6088m n.p.m.), który był niemalże na wyciągnięcie ręki. Widok zapierający dech w piersiach.

 

Wylądowaliśmy w klimacie tropikalnym co dało się odczuć zaraz po wyjściu z samolotu.  Stamtąd udaliśmy się starymi wysłużonymi i klekoczącymi land cruiserami do małej osady położonej 3 godziny drogi od Rurrenbaque.  Sama droga była dziurawa i wyboista, czasami wysypana kamieniami dla wyrównania, ale i tak na tyle nierówna, że nasz kierowca jechał praktycznie cały czas „poboczem” co okazało się lepszym rozwiązaniem!  Dowiadujemy się, że ta ziemista, utwardzona droga jest drogą międzynarodową! łączącą Boliwię z Brazylią i jest to właściwie jedyna droga łącząca te dwa kraje w rejonie lasów deszczowych .

 

Docieramy w końcu do „portu” w małej osadzie gdzie przesiedliśmy się do małych wąskich łódek – coś na styl  canoe i udaliśmy się w dół wąskiej i bardzo krętej rzeki – jednej z odnóży  Beni.  

 

Wzdłuż rzeki, którą płynęliśmy obserwowaliśmy mnóstwo różnych dzikich zwierząt i ptaków. Od kapibar przez żółwie, kajmany, aligatory, tapiry, małpiatki, po tukany, kormorany, ary, orły brązowe i dziwaczne ptaki zwane przez miejscowych w tłumaczeniu polskim – „prehistoryczne” gdyż wyglądały naprawdę jak stworzenia sprzed kilku tysięcy lat. A wszystkie te zwierzęta znajdowały się tylko kilka metrów od nas. Dotarliśmy też do pewnej zatoczki w której widzieliśmy kilka różowych delfinów a następnie zatrzymaliśmy nasze łodzie i łowiliśmy piranie, co okazało się trochę trudne ale jednak udało mi się.  Trzymałem w rękach piranię!!

 

Po drodze minęliśmy kilka stałych obozów – malutkich osad, gdzie można było zostać na nocleg. My kontynuowaliśmy nasz rejs przez jakieś 3 godziny do innego obozu, gdzie po dotarciu spoczęliśmy w chatkach bambusowych przykrytych liściami palmowymi. Dobrze przynajmniej, że były tam moskitiery, bo komary i inne robactwa dawały o sobie znać coraz bardziej. 

 

Rano wyruszamy na poszukiwanie węży. Idziemy przez ściernisko wypalonej trawy. Ziemia jest teraz cała popękana, jednak w porze deszczowej cały ten teren jest zalany wodą. Wtedy też pod koniec pory deszczowej aligatory i węże zakopują się w ziemi i potrafią tam przetrwać całą porę suchą – 3 miesiące!!!  Także w popękanej ziemi mogliśmy znaleźć ukryte węże.

 

Mieliśmy szczęście do przewodników – Baldemar  i Juan Sito byli  indianinami żyjącymi od urodzenia w pampie i dżungli. Wypatrzyli oni w wysokich trawach anakondę i złapali ją tak, że mogli ją podać każdemu z nas bez żadnego(?) zagrożenia. Wkrótce po tym Juan Sito wyciągnął z ziemi kobrę, ale jej już nie dało się złapać w ręce. Za duże niebezpieczeństwo.

 

Po tych poszukiwaniach węży udaliśmy się naszymi canoe do innego obozu, który był otoczony wieloma flagami, m.in. polską! Po krótkim pobycie w tym miejscu tuż przed naszym powrotem, rozszalała się nad naszymi głowami burza. Musieliśmy przeczekać ją w tym obozie. Trwało to kilka godzin. Do naszego obozu wracaliśmy już po ciemku. Światła naszych latarek przecinały tylko nieprzyjemną ciemność nad pampą   i odbijały się w oczach kajmanów i aligatorów, które dziesiątkami obsadzały oba brzegi rzeki. Widząc ich tyle wszystkich nas ogarnęło przerażenie. Nie chcieliśmy nawet myśleć co by się stało gdyby ktoś wypadł do wody – w wodzie piranie a na brzegu śmiertelnie niebezpieczne drapieżniki. Nie wiem co gorsze…

 

A do tego w pewnym momencie naszą łódź postawiło w poprzek rzeki i dobiliśmy do brzegu pomiędzy te wszystkie oczy!!! Strach przeogromny spotęgowało jeszcze zachowanie naszego przewodnika-Juana, który miał spore problemy, żeby za pomocą długiego kija odbić łódź od brzegu na środek rzeki.  Na szczęście  wszystko zakończyło się szczęśliwie i po jakimś czasie dopłynęliśmy do naszej bazy.

 

Kolejny dzień to powrót tą samą drogą do Rurrenbaque i dzień odpoczynku w tym miejscu.

 

Następny dzień to wypad do selwy – tropikalnych lasów dżungli amazońskiej.  Płynęliśmy w górę rzeki Beni. Po pół godzinie docieramy do wrót Parku Madidi. Stamtąd jeszcze 2 godziny do naszej bazy gdzieś w gęstych lasach.  Konstrukcja obozu była ok., patrząc na to, że jest to dżungla.  Jedna chatka dla nas, druga dla przewodników i naszej kucharki, trzecia  jako kuchnia z jadalnią.  Wszystko bardzo prowizoryczne ale dach nad głową był.  Po niedługim czasie udaliśmy się w głąb dziczy by móc obserwować tropikalną roślinność i zwierzęta. Widzieliśmy tylko różne gatunki małp i tukany, gdyż robiliśmy zbyt dużo hałasu na to, żeby podejść bliżej innych zwierząt.  W między czasie mieliśmy  też okazję pohuśtać się na lianach niczym Tarzan.  Znajdujemy też (a właściwie nasi przewodnicy) liany wodne – drzewa, z których po odcięciu gałęzi można pić wodę co też zrobiliśmy. Woda z gałęzi leciała  ciurkiem prawie jak z kranu! 

 

Po powrocie do obozu odkryliśmy na jego terenie wielką kolonię mrówek rozbierających z liści potężne drzewo, a także zobaczyliśmy największe mrówki w dżungli, zwane "calówki". Po ukąszeniu przez taką człowiek ma 24 godziny potężne halucynacje, wysoką gorączkę, zawroty głowy. Nie byłoby miło zostać przez taką pokąsanym.

 

Po zmierzchu wychodzimy z obozu do dżungli jeszcze raz. Tym razem na obserwacje nocnego życia selwy i poszukiwanie tarantuli. Właśnie w  nocy wychodzą z kryjówek różne pająki, żuki, patyczaki i inne robaczki  i żyjątka. I znów dzięki Juanowi i jego zmysłowi odnajdywania powyższych możemy obserwować faunę dzikich lasów.  Tarantulę też znaleźliśmy i to zaledwie kilka metrów od naszego obozu. Siedziała sobie w korze suchego pniaka wraz ze swoim dzieckiem – małą tarantulą.  

 

Kolejny  piąty dzień w Amazonii – popłynęliśmy łodzią jeszcze dalej w górę rzeki gdzie po godzinie przycumowaliśmy i po półgodzinnym marszu dotarliśmy do największego skupiska papug ara w Parku Madidi. Wsłuchujemy się w skrzeczące odgłosy i podziwiamy te piękne, niezwykle kolorowe papugi zamieszkujące strome urwisko, w którym budują swoje gniazda.

 

Po tym wszystkim udajemy się w drogę powrotną do Rurrenbaque,  i z lotniska przypominającego dworzec PKP w Kozich Wólkach  odlatujemy samolotem do La Paz.

Pod ziemią:
test

test


test
test

jezyk
Poznań

xionc
Poznań

takarzyna
Poznań

consail
Poznań

Nowe funkcjonalności na przygodazycia.pl 22.09.2009

Witamy

Jak zdążyliście już zauważyc powyżej ciągle staramy się ulepszać nasz serwis, starając się wprowadzać funkcjonalności usprawniające portal, ułatwiające Wam komunikację wewnątrz i na zewnątrz portalu:

Opcja "Powiadom znajomego" - w sposób...

więcej »

Wrześniowy ranking przygód trwa! 09.09.2009

Witamy

Chcemy Wam przypomnieć, że cały czas trwa wrześniowy ranking przygód. Umieszczajcie swoje wspomnienia, wrzucajcie zdjęcia! Informujcie przyjaciół i znajomych, aby głosowali na Wasze przygody i wygrywajcie. Jedyną regułą jest to, że aby przygoda wzięła...

więcej »

Witamy w przygodazycia.pl 07.09.2009

Na ten moment czekaliśmy od ponad pół roku;-). Pół roku pracy, burzy mózgów, obaw, czy efekt naszej pracy spełni oczekiwania Użytkowników. Ale i pół roku świetnej atmosfery, kreatywności, nadziei i oczekiwania. Oddajemy Wam do "zabawy"...

więcej »


« poprzednia strona 
1 | 2 | 3 | 4
 

Aktualnie żadna przygoda nie otrzymała wymaganej ilości ocen, aby znaleźć się w rankingu!
Ilość wymaganych ocen to 10.
W powietrzu Tematów: 2
Postów: 3
Na wodzie Tematów: 1
Postów: 5
Pod wodą Tematów: 1
Postów: 13
Na ziemi Tematów: 3
Postów: 12
Pod ziemią Tematów: 1
Postów: 4
Stambuł - wrota Azji
Paintball - bitwa dużych chłopców